Dziś o tym, jak producenci nowych samochodów oszczędzają na wyposażeniu auta i zamiast pełnowymiarowego lub chociaż dojazdowego koła, uszczęśliwiają klientów zestawem naprawczym. Mało tego, w bagażniku często nie ma nawet miejsca na koło zapasowe, tak jak w Hondzie HRV…Niestety taki zestaw średnio przydaje się w sytuacji pęknięcia opony, zwłaszcza poza miejscem zamieszkania. Nie tak dawno temu mieliśmy dość niemiłą przygodę – opona po zetknięciu z wysokim i ostrym betonowym krawężnikiem po prostu pękła, a powietrze zeszło prawie natychmiast. Szczęście w nieszczęściu, że byliśmy na kilkudniowym wyjeździe, a nie w trasie, niemniej jednak w małych miejscowościach rzadko kto pracuje po godzinie 17;) I okazało się, że warto mieć ubezpieczenie opon i porządny assistance w pakiecie. Porządny, czyli bez limitu kilometrów. Finalnie ubezpieczyciel znalazł laweciarza, któremu chciało się przyjechać po auto po godzinie 18, ale trzeba było jeszcze znaleźć wulkanizatora, który będzie miał oponę w mniej popularnym rozmiarze pasującą do naszej Hondy oraz zechce ją wymienić od ręki;) I tak oto czerwona strzała wyruszyła z Ciechocinka do Włocławka na lawecie. Cała ta dość kłopotliwa operacja, włącznie z powrotem już na swoich czterech kołach zajęła ponad 4 godziny. A wystarczyłoby mieć po prostu koło zapasowe i je wymienić – samodzielnie lub z czyjąś pomocą. Dziwią oszczędności producentów aut, które narażają klientów na zbędny stres i problemy w trasie.